Mam coś takiego o czym myślę, gdy zaczynam się onanizować. Podnieca mnie to, ale nigdy nie chciałabym, żeby wydarzyło się naprawdę. Często wyobrażam sobie, że jestem gwałcona. A zaczyna się to mniej więcej w ten sposób.
Wsiadam do windy z zupełnie obcym mężczyzną. Czuję, że coś jest nie tak. Moje przeczucia okazują się prawdziwe. Facet nagle rozpina rozporek i wyjmuje ze swoich spodni sztywnego kutasa. Jestem jak sparaliżowana. Nie mogę wydobyć z siebie głosu. Zresztą na nic zdałby się mój krzyk. On jest wielki i silny. Zrywa ze mnie majteczki, podnosi i z wielką mocą nadziewa na swojego szparaga. Czuję ból. Moja cipka nie zdążyła się jeszcze zrobić wilgotna. On nie przejmuje się moimi jękami, po prostu się zaspokaja.
Jedna dziurka mu nie wystarcza, w drugą wkłada więc palce. Wstyd się przyznać, ale nagle zaczynam odczuwać przyjemność. Już dobrowolnie staję się ofiarą i spełniam wszystkie jego życzenia. Dostosowuję się do jego tempa, a moja muszelka prawie połyka jego penisa. On jest ostry obraca mnie jak mu się podoba.W pewnym momencie już chce kończyć i zrzuca mnie z siebie gwałtownie i ładuje obcego kutasa do ust. Wsuwa go tak głęboko do mojego gardła, że mam aż odruchy wymiotne. Rządzi się w mojej buzi tak samo jak w cipce, nagle przestaje się poruszać i w moich ustach ląduje chyba z litr gorącego jogurtu o smaku naturalnym. Jego drągal zatyka mi usta, nie mam szans nic wypluć, połykam każdą kroplę gęstej spermy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz